W Środę Popielcową, w trakcie posypywania głów popiołem, kapłan wypowiada słowa z Pisma Świętego. Ma do wyboru dwa zdania i warto pamiętać, które z nich będzie przeznaczone dla nas w danym roku. Jeśli usłyszymy: „Prochem jesteś i w proch się obrócisz” (Rdz 3,19), uświadamiamy sobie własną słabość, ułomność, przemijanie. A jeśli: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” (Mk 1,15), przypominamy sobie, ile jeszcze mamy w sobie zła, jaka praca nas czeka. Może zastanawiamy się, co mają wspólnego ze sobą te dwa fragmenty Biblii. Otóż ich wspólnym mianownikiem jest zaufanie Bogu. Tylko w Nim mamy pewność życia, tylko On może nadać sens naszej szarej codzienności. Kto ufa własnym siłom, srodze się zawiedzie. Jeśli uzmysłowimy sobie własną bezradność wobec śmierci i grzechu, jesteśmy na dobrej drodze. Pozostaje do wykonania tylko jeden krok — krok w stronę Boga. Mamy go czynić każdego dnia, nie tylko w tę jedną środę w roku. Popielec to ani nie ósmy sakrament, ani zwyczajna tradycja ojców. To autentyczny znak oddania się Bogu — oddania Mu naszego życia i grzeszności. Znów można zacząć od nowa.

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”.

Schronić się przed gwarem i hałasem codziennego życia, zostać sam na sam z Bogiem i z samym sobą, w tym klimacie bliskości i ciszy wsłuchać się w Jego głos. Bóg przemawia w ciszy.
Dlatego spróbuj już na początku Wielkiego Postu znaleźć sobie ukryte miejsce, gdzie Bóg będzie przemawiał do twego serca.
Rozpoczynamy szczególny czas przygotowania do owocnego przeżycia świąt Wielkiejnocy. Już od pierwszego dnia warto postawić pytanie, jak będę przeżywał ten wyjątkowy czas łaski. Pomódl się do Ducha Świętego i pod Jego natchnieniem ułóż program, który pozwoli ci dobrze wejść w czas Wielkiego Postu. Zobacz, czy jest możliwe, byś w swoim planie zajęć wygospodarował trochę czasu na udział w Gorzkich żalach, Drodze krzyżowej, rekolekcjach, na systematyczną lekturę Pisma Świętego, a także konkretne czyny miłosierdzia. Postaraj się przeżyć ten święty w jedności z Matką Bożą Bolesną. W modlitwie pytaj Ją, jak iść z Nią za Jezusem w konkretnej sytuacji życiowej, w jakiej jesteś. Ona najlepiej ci podpowie.

“Pamiętaj, człowiecze, żeś jest prochem i w proch się obrócisz”

źródło: http://www.polonia-w-austrii.at

87003_choinka_platki_sniegu kopia

Czym jest Adwent? Odpowiadamy chórem – "radosnym czasem oczekiwania na przyjście Pana". Brawo! A więc czekamy i wołamy: Marana tha! Przyjdź, Panie Jezu! Super! A co mówi ten setnik? "Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój". Nie jestem godzien, żebyś do mnie przyszedł. Jak to tak – na początku Adwentu? Przecież to sprzeczność…


Czy jednak na pewno? Przecież Adwent to czekanie aż Słowo stanie się Ciałem. Właśnie to jest sensem Narodzenia Pańskiego. A skoro Boże Narodzenie ma dokonać się we mnie (inne nie ma najmniejszego sensu), a więc – także ja muszę przyjąć Słowo do siebie…


Dobrze, że na początku Adwentu setnik prostuje moje pobożne uniesienia. Łatwo krzyczeć, modlić się, wołać do Pana – żeby przyszedł. Ale słuchać Jego słowa, przyjmować je, wierzyć w Jego moc – to już takie proste nie jest…


Setnik dobrze wiedział, o czym mówi. Znał powagę i moc sprawczą własnych słów dla życia innych. A przecież moje słowa też mogą zmieniać życie ludzi, zwłaszcza tych bliskich. Czyżby Bóg miał mniejszą moc ode mnie?


Warto zatem zastanowić się nad wartością własnych słów, nad tym, co one przekazują. I przyjąć wartość Bożego słowa. Przecież i ja w każdej Eucharystii powtarzam wyznanie setnika – "Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja". Ile już razy to mówiłem… A Bóg? Mówi, wciąż i wciąż na nowo. Może warto Go usłyszeć. Może właśnie po to dostałem kolejny Adwent w życiu…

Źródło : deon.pl

18 września przypada święto patrona polskiej młodzieży – św. Stanisława Kostki. Urodził się w 1550 r. w Rostkowie k. Przasnysza (diecezja płocka).
Znany badacz dziejów św. Stanisława Kostki – ks. kan. Janusz Cegłowski zastanawiał się przy jego grobie w Rzymie: „Czy dzisiaj, po kilku wiekach od śmierci, może on być światłem, wskazówką, ostoją w poszukiwaniach, wątpliwościach, zagubieniach czy decyzjach współczesnej młodzieży… Przez tyle lat wydawało mi się, że Stanisław Kostka to przeszłość, to historia Kościoła. Myślałem sobie: Co ma dzisiaj do zaproponowania ten odległy patron młodych, chłopak z XVI stulecia – młodzieży początku XXI wieku, młodzieży nasyconej kulturą absurdu, konsumpcji, seksu i zmysłów; kulturą utraty sensu i wyśmiewanej wiary; kulturą brutalności, przemocy i braku szacunku wobec drugiego człowieka; kulturą niewiary w miłość, w Ojczyznę, w tradycję; kulturą rozpadających się rodzin i przyjaźni; kulturą samotności i rozpaczy, która wyciąga rękę po narkotyk, alkohol lub samobójstwo, i kulturą przerażającej pustki”.

W swojej książce zatytułowanej Święty Stanisław Kostka ks. Janusz Cegłowski tak pięknie pisze o naszym Patronie: „Nie dał się zwieść mirażowi kariery, bogatego i wygodnego życia, przyszłości zabezpieczonej majątkiem rodziców. Miał odwagę przeciwstawić się panującym modom na życie. Nie chciał tylko wypełniać żołądka, imponować strojami, uczynić z życia jednej wielkiej rozrywki. Niesamowicie szybko zrozumiał te wszystkie złudzenia, za którymi często biegniemy, przeskoczył je, odkrył głębię, którą każdy z nas posiada, a która często przez całe życie jest w stanie uśpienia. Miał swoją klasę, styl. Był silną osobowością. Umiał przeciwstawić się naciskom grupy, być sobą, być wolnym. Jest to szalenie trudne, zwłaszcza w młodzieńczym wieku. Żył z pasją. To siła zakochania. To nie był młodzieniaszek, który nie wie, po co żyje, jest znudzony i apatyczny, żądający od innych, a nie dający nic z siebie. Swą porywającą miłość młodzieńczą skierował do Boga. Nie miał czasu na eksperymenty w poszukiwaniu szczęścia. On wiedział, że ten świat nie zaspokoi jego tęsknot, że prędzej czy później poczułby się oszukany lub zawiedziony. Uwierzył w miłość Boga do niego i całym sobą Bogu odpowiedział. Miał pewnie świadomość, że charakter – to nie tylko sprawa dziedziczenia cech po przodkach, nie tylko wpływ środowiska, ale to również praca nad jego kształtowaniem. Stawać się dojrzałym człowiekiem – to podjąć trud rozwoju. Nie był mięczakiem, który mówi: taki już jestem, a zło usprawiedliwia słabością, obwinia innych, oskarża warunki, historię… Był czujnym ogrodnikiem wyrywającym chwasty słabości i grzechu, aby wyrosły piękne kwiaty i owoce. Młodość dla niego to była świadomość możliwości cudownego wzrostu, to rozpoznanie rzeźby, która ma się wyłonić ze wspaniałej bryły marmuru, to decyzja na to, komu zaufam i kto będzie moim Mistrzem. A jeśli zajdzie potrzeba, to post i modlitwa…” (s. 6-7).

Postacią młodego Świętego z Rostkowa zafascynowany jest też Ojciec Święty. 13 listopada 1988 r. Papież Jan Paweł II rozpoczął drugie dziesięciolecie swojego Pontyfikatu modlitwą na rzymskim Kwirynale, klęcząc przy sarkofagu polskiego świętego – Stanisława Kostki. Do zebranych gości Namiestnik Chrystusa wypowiedział wiele osobistych myśli i przeżyć. Powiedział wtedy m.in.: „«Żyjąc krótko, przeżył czasów wiele». Wszyscy znamy te słowa, które stanowią syntezę życia naszego Świętego, postaci doprawdy niezwykłej: w tak niedługim czasie zdołał osiągnąć ogromną dojrzałość powołania chrześcijańskiego i zakonnego. Ten święty patron młodzieży polskiej towarzyszył mi od dawna, w czasach młodości i potem, stale. Towarzyszył mi w Rzymie, gdy byłem studentem w położonym niedaleko stąd Kolegium Belgijskim. Prawie każdego dnia przychodziłem szukać u niego duchowego światła i pomocy (…). Jego krótka droga życiowa z Rostkowa na Mazowszu przez Wiedeń do Rzymu była jak gdyby wielkim biegiem na przełaj do tego celu życia każdego chrześcijanina, jakim jest świętość. Kiedy znajdujemy się wobec tej niezwykłej postaci, myśli nasze podążają natychmiast do młodych całego świata (…). Tak, św. Stanisław miał trudną młodość, mimo że był z bardzo bogatego rodu, arystokratycznego, prawie królewskiego, miał trudną młodość. Młodzi dzisiaj mają w Polsce trudną młodość, czasem wydaje mi się, że nie potrafią sprostać wyzwaniom, czasem szukają wyjścia poza Ojczyzną. Dla wszystkich: i tych, co odchodzą z Ojczyzny, i tych, co zostają, niech św. Stanisław Kostka będzie patronem – patronem trudnych dróg życia polskiego, życia chrześcijańskiego. Szukajmy u niego stale wspomożenia dla całej młodzieży polskiej, dla całej młodej Polski”.

Te słowa Jana Pawła II pozostają aktualne do dziś. Zatem – św. Stanisław Kostka jest idealnym patronem dla młodych na dzisiejsze trudne czasy. To nie jest papierowy bohater.

Untitled

Witaj !

Parafia rzymsko-katolicka
p.w. św. Barbary

Chrostkowo 21
Chrostkowo 87-602
Tel. (54) 287-00-11
woj. kujawsko-pomorskie

Diecezja : płocka
Dekanat: dobrzyński n.Drwęcą

Liturgia na dziś:

Kalendarz :

Luty 2015
P W Ś C P S N
« gru    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
232425262728  

Warto zajrzeć :


WSD w Płocku

KATOLIK.PL

Diecezja Płocka

WIARA>PL

Liturgia Godzin

"faceBóg"

Urząd Gminy Chrostkowo

Facebook

Sonda

Jak podoba Ci się strona internetowa parafii ?

View Results

Loading ... Loading ...

Pogoda :

Licznik odwiedzin :